,

„Dziedzictwo Tatr 1938” Seans 3

Handouty, Materiały dla graczy, Materiały dla MG, Opisy sesji / OPUBLIKOWANE W

O! Cieszę się, że jesteś ponownie z nami. Jednak ten drobny element szaleństwa, który w sobie nosisz znów Cię tu do nas przytargał? Nie martw się, one już tak mają. Pamiętaj drogi czytelniku, iż wszystko co teraz przeczytasz może być w przyszłości użyte przeciwko Tobie jeśli przyjdzie Ci wybrać się w Tatry roku 1938. Z mojej strony, a pro po ostrzeżeń to tyle, SPOILER ALERT z racji grzecznościowych za nami.

Jeśli jesteś Badaczką/Badaczem, którzy się przymierzają do zagrania w tenże scenariusz, to tu jest właśnie ten moment, gdzie mówimy sobie SAYONARA!

***

Ponure piątkowe popołudnie w Zakopanem, ciemne chmury pokutnie zawisły nad miastem ocierając leniwie swe opasłe brzuchy niczym niebiańskie walenie o szczyty gór. Piątek 9 marca 1938 roku już od rana jest dniem pełnym  niepokojących wydarzeń wnoszących zamęt w dotychczasowe życie naszych Badaczy. Nic nie wskazuje na to, iż będzie spokojniej…

Wizyta w redakcji u pana Zborowskiego, cierpka jałowcówka oraz ciepłe wypieki z piekarni u Podkowiaków pokrzepiły nieco przemarzniętych Badaczy. Ta chwila ukojenia oraz niepokojący ciężar treści ojcowskiego raptularza wzbudziły w panu Wójciku chęć odwiedzenia grobu ojca pochowanego symbolicznie czternaście lat temu na Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku przy ulicy Kościeliskiej. Górale zwą go nadal Starym Cmentarzem, wspominając z szacunkiem fundatora Jana Pęksy’ego i jego wolę. Po dotarciu pod przyległy do nekropolii drewniany kościółek pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej dociekliwi Badacze dostrzegli fakt, iż budynek stoi na sędziwym  kamiennym fundamencie pamiętającym jeszcze czasy sprzed władztwa Mieszka I. Postanowili, iż Emanuel Wójcik uda się kontemplować nad grobem ojca, zaś pozostała dwójka ogrzeje się wewnątrz kaplicy.

Cóż za zbieg okoliczności, za Witkiewiczowską bramą mogilnika w zapomnianej części cmentarza w tym samy czasie chwilę pokrzepienia odnalazł także Czcigodny Walery von Brukenthal, medium i przyjaciel hrabiny. Zwrócił on uwagę naszego bohatera na pewne ulotne fakty, których ponurym świadectwem są wszystkie znajdujące się w tym zapuszczonym zakamarku cmentarza groby. Tymczasem w kaplicy pani Rudnicka oraz doktor Kwieciński spotkali benedyktyna, który w zapamiętaniu odprawiał swoiste zaiste w tym przybytku Bożym ceremoniały. Biegły w łacinie chirurg z Krakowa dopatrzył się w owej melorecytacji niepokojących wydźwięków odbiegających  zdecydowanie treścią od wszelkich znanych katolickich modlitw.

Po wizycie na Pęksowym Brzyzku nadszedł czas by powrócić  do „Morskiego Oka” i przebrać przemoczone ubrania oraz dać nieco wytchnienia przemarzniętym ciałom. Na wieczór doktor Kwieciński miał w planach odwiedzić swych krewnych Podkowiaków, właścicieli sieci Zakopiańskich piekarni. Ta myśl oraz to, że zabierze ze sobą swych przyjaciół dodawała mu niegasnącego animuszu przez resztę dnia. Po dojściu na miejsce przez zatłoczone mimo mrozów  Krupówki, uwagi naszym bohaterom nie uszło, iż do lokalu zawitała grupa po wojskowemu ubranych młodzieńców, którzy nie kryli się  z głośnym wygłaszaniem swych nacjonalistycznych poglądów. W hotelu zaś Hrabina Bethlen-Salamon zdawała się podzielać entuzjazm Kwiecińskiego, zaś wszelkie nurtujące ją dotychczas nerwy i niesnaski, ulatywały zdawać by się mogło, przy każdym spotkaniu z Czcigodnym Walerym. Wykradał on arystokratce owe chwile napięcia każdym rozłożeniem kart tarota na stole goszcząc w jej hotelowym apartamencie. Schodząc na posiłek, do  oszklonej hotelowej werandy Badacze napotkali przywódcę owej niespokojnej grupy młodzieży, niejakiego Henryka Walaka. Człowieka obytego, inteligentnego i wnikliwego,  silnie usadzonego w swych przekonaniach oraz ideologii Obozu Narodowo-Radykalnego ABC. Konwersacja z jegomościem przebiegła w dość napiętej atmosferze i pozostawiła gorzki posmak zagrożenia w naszych Badaczach.

Nadszedł z dawna wyczekiwany czas, aby nieco atmosferę rozładować i uspokoić wyczulone zmysły, co stało się podczas wizyty w czterech ścianach domu Podkowiaków. Rodzina doktora Kwiecińskiego ugościła naszych bohaterów iście po królewsku, pachnącymi wypiekami, Góralskimi specjałami oraz rozgrzewającą malinówką. Pan Teofil Podkowiak wraz z małżonką Marią i czeredą ucieszonych wizytą wójcia wnuków zadbali o tradycyjny Zakopiański pełen rodzinnej atmosfery wieczór. Niestety, w życiu tak to bywa, iż po radości przychodzą te trudne i ciężkie tragizmem chwile…

Błogi powrót do hotelu przerwany został pojawieniem się ponurych młodzieńców z ONR ABC i propozycją (jedną z tych jednorazowych „nie do odrzucenia”) wycieczki za miasto. W stojącej pod ciemnym borem drewutni przyległej do opuszczonego z dawna gospodarstwa rozegrała się scena iście Dantejska. Nasi Badacze postawieni zostali przed wyborem zgoła okrutnym wpadli w sidła matni, której straszliwym demiurgiem okazał się być dowódca przybyłego do miasta oddziału ONR ABC, Henryk Walak. Doktor Kwieciński, którego pech nie opuszczał od momentu odkrycia o poranku na progu swego pokoju zaszlachtowanego jagnięcia, został wybrany na ofiarę tychże potwornych działań, podczas których życie postradał młody pracownik Cukierni u Trzaski. Wieczór ten wrył się krwawą trwogą w pamięć naszych udręczonych Badaczy stojących na scenie tegoż teatru grozy, którego stali się nieopatrznie aktorami. Przesłuchanie, okrutne tortury i teorie o profanacji grobu króla w Poznańskiej Złotej Kaplicy, o Rogu Chrobrego, o Śpiących Rycerzach pod górami. Pytania rodzące pytania.

 

To był zdecydowanie ciężki dzień, jego wydarzenia osadziły się tłustą gorzką zawiesiną w świadomości Badaczy, sen zaś nie przyniósł wyczekiwanego ukojenia. Kolejne oniryczne wizje sięgające nieznanej historii Polski, bitwa o Kijów, potworności rodem z koszmarów, zwycięstwo Lechitów…ale jakim kosztem? Koszmary tak klarowne, że wręcz rzeczywiste.  Na domiar złego, osoba doktora Kwiecińskiego przyciągnęła kolejną nocną wizytę – podczas której, ktoś lub co gorsza COŚ co tym razem postanowiło odebrać mu życie. Zdeterminowany i zrozpaczony porzucając wszelki dobytek wybiegł z hotelu w pośpiechu do wuja Teofila. Czas sięgnąć po drastyczniejsze środki obrony…

To jest koszmar, po prostu koszmar…

Trzeci seans zamknięty, ewaluacja przyniosła pozytywne rezultaty. Jak zwykle zrodziło się więcej pytań niż odpowiedzi, ale co zrobić?  Cthulhu to nie jest bajka:) Prowadząc ten scenariusz mam silne wrażenie, iż przybiera on postać swoistej wędrówki po Tatrach. Czasami Badacze schodzą w słoneczną dolinę, aby się odprężyć i złapać nieco spokoju nad sielskim krajobrazem Morskiego Oka, by już zaraz z gwałtownością ruszyć ostrym tempem pod strome wzniesienie Giewontu, nad którym zebrały się zgonione wiatrem czarne burzowe chmury. Nudy drogi czytelniku nie ma:)

Przy tejże sesji pojawiła się scena, nad którą chciałbym się nieco pochylić i podumać. Zakładam, że każdy MG, ST etc, w swej karierze miał do przedstawienia podczas sesji/scenariusza/przygody temat trudny, dwuznaczny moralnie, którego ciężar padł niepokojącym cieniem na odczucia partycypantów. Wywołał konsternację, nerwowe spojrzenia pośród graczy czy nawet zniesmaczenie, odrazę, a nawet lęk. Podczas tychże atmosfera robi się zgęstniała, a gracze nie patrzą ST w twarz, wtedy już wiesz, że jest to moment, na który trzeba uważać, aby co bardziej wrażliwych nie skruszyć jego wymiarem. Tym razem postanowiłem, iż to ludzie, nie stwory rodem z Mitów Cthulhu zgotują Badaczom chwile trwożliwej grozy. Wybrałem do tego „Trudną rozmowę” z Henrykiem Walakiem i jego młodzieżówką z ONR ABC [W.14.a – Trudna rozmowa, Dziedzictwo Tatr]. Poszło zatrważająco dobrze w moim odbiorze, ale czy graczy też? Czy nie przesadziłem? Jak wykazała sonda feedbackowa – NIE, ale…:) Zaczynając większość swych sesji nie miałem w praktyce podpytywać graczy o eksponowanie pewnych treści, które mogą być dla nich „niewygodne” w odbiorze, tzw. EXPLICIT CONTENT. Przypomniał mi o tym swym świetnym felietonem Adaś Wieczorek [dziękuję i polecam allegrowicza:)], iż jednak warto to robić, bowiem podczas spotkania może dojść do pewnych niespodziewanych czy też nawet niesmacznych reakcji ze strony uczestników gry, a w tym przypadku Badaczy. A przecież na dobrej zabawie nam zależy, prawda? Jednak, jak to mawiają starzy Górale „różne rzeczy ludzi bawią…”:)

Odgrywając ten epizod, gdzie w starej zniszczonej szopie, gra toczy się o życie niewinnej ofiary, a jednym z rozwiązań będzie decyzja Badaczy/Graczy o jego zachowaniu czy też jego odebraniu, ważna jest dla mnie ST – imersja i wczucie w rolę wybranej postaci. Warto nadać odrobinę [nieprzesadnego] realizmu swemu bohaterowi właśnie w takich istotnych momentach rozgrywki, tchnąć w niego życie (w końcu nadajemy mu pewnych cech, które spisujemy na drugiej stronie karty postaci – prawda?) i społecznej odpowiedzialności. Czyli fachowo WCZUĆ się w postać, poruszając się po nomenklaturze ROLEPLAYOWEj. Życie pokazuje, że różni są gracze i różni są też ST/MG, każdy robi pod swoją grupę lub pod swe doświadczenie. Zaś Cthulhu jest Cthulhu, a zabawa zabawą…czy to było jakoś inaczej? 🙂

DozobaczeniasięzPaństwem – FHTAGN!

P.S. – TU POMOCE DO SCENARIUSZA

Dodaj komentarz