,

„Dziedzictwo Tatr 1938” Seans 2

Felietony, Handouty, Materiały dla MG, Opisy sesji / OPUBLIKOWANE W

Drogi czytelniku wybacz, ale zapomniałem Cię wcześniej ostrzec, iż wszelkie treści, które przyjdzie Ci tu poznać mogą doprowadzić Twój umysł na skraj psychicznego komfortu. Do tej mrocznej granicy, o której istnieniu zawsze wiedziałeś, ale obawiałeś się doń trafić. Wydarzyć się może i tak, że dotrzesz do zaułków, których odwiedzać się w swej podświadomości z wielką obawą od lat wystrzegałeś. I słusznie…witaj ponownie nieszczęśniku, miłej zabawy.

Aha, i jeszcze jeden element kurtuazji z mojej strony –  ogłaszam ALERT SPOILEROWY, więc zacny Gościu jeśli masz zamiar zagrać w ten scenariusz, to właśnie TU, w tym oto miejscu się pożegnamy…AU REVOIR!

***

Niestety, wszystkie te wydarzenia miały miejsce, zaś nieszczęśnicy biorący w nich udział…poniekąd istnieli.

Zakopane roku 1938, mroźna noc z 9 na 10 marca w hotelu „Morskie Oko” przy Krupówkach nie dla wszystkich turystów była  łaskawa w błogie objęcia ramion Morfeusza. Mowa tu o trójce naszych znajomych, zaradnej pannie Wandzie Rudeńskiej, porywczym panu Emanuelu Wójciku oraz czarującym doktorze Zbigniewie Kwiecińskim, których wydarzenia poprzedniego wieczora zdały się wpleść w nie lada kabałę.

Pozostawiliśmy naszych bohaterów na pastwę niepokojących nocnych hałasów oraz niemal namacalnych sennych omamów, cóż za nieroztropność. Pośród górali mówi się, że przed świtem noc jest najczarniejsza. Rwetes i harmider z hotelowego holu oraz z ulicy skłoniły naszych Badaczy do inspekcji owych niedogodności. Wszak czy można puścić mimochodem donośne obwieszczenie o znalezieniu ciała? Złowrogą Tatrzańską lawiną wydarzenia tej nocy zaczęły się z wolna toczyć. Pierwszym było groteskowe znalezisko w progu pokoju doktora Kwiecińskiego w postaci jagnięcego truchła, którego czerep brukało specyficzne znamię – ostrzeżenie czy może napiętnowanie? Jakby tego było mało, wrażliwej hrabinie Bethnel-Salamon ciężar nocnych mar ze złowróżbną mocą odbił się na czułej psyche. W intymności chwili wyznała swej  przyjaciółce panie Rudnickiej, iż owe oniryczne niedogodności, trapią ją od niemal trzech tygodni, czyli od czasu kiedy to wróciła z Poznania do swych włości w Niedzicy. To niewątpliwie sprawiło, iż podjęła będąc roztrzęsioną we łzach z nagła niespodziewaną decyzję o rychłym opuszczeniu Zakopanego. Natomiast, hałasy dobiegające z zewnątrz okazały się być lamentem nad zbrodnią, jakiej dokonano w jednym z ciemnych zaułków reprezentatywnych Krupówek. Morderstwo, które popełniono z zimną krwią ściągnęło już okolicznych gapiów oraz lokalne służby policji. Jednak miejsce wymagało inspekcji w bardziej korzystnych warunkach, jakimi byłoby niewątpliwie światło dnia. Jednak zanim to się stało, nasi bohaterowie po powrocie z mroźnej wyprawy do miejsca zbrodni chcąc odwieść hrabinę od pochopnej decyzji, jaką była myśl o niezwłocznym opuszczeniu miasteczka, weszli w scysję z krzepiącym arystokratkę Czcigodnym Walerym von Brukenthalem. Spirytualista, najwidoczniej ukoił już nerwy rozhisteryzowanej kobiety sobie tylko znanymi sposobami, stał się obiektem ataku pana Wojcika, który już od pierwszego spotkania u pana Trzaski pała do owego indywiduum osobistą antypatią. Nocny incydent ów stał się też główną atrakcją piątkowego śniadania na oszklonej hotelowej werandzie oraz był przyczynkiem pewnych decyzji, które zgodnie podjęli nasi Bohaterowie.

Postanowili złożyć zeznania na lokalnym posterunku policji. Zaś oględziny miejsca zbrodni doprowadziły do zatrważających konkluzji, które rzuciły zgoła nowe i niekoniecznie oczywiste podejrzenia. Niewątpliwym też jest fakt, iż od poranka złowrogie fatum poczęło prześladować osobę doktora Kwiecińskiego,  pech oraz zdawało by się nieszkodliwe owce.

Pan Wójcik z kolei postanowił rozstrzygnąć tajemnicę sekretnych szyfrów i zapisków w hołubionej pamiątce po zmarłym czternaście lat temu w górach ojcu Leonie. Idąc tropem podpowiedzianym przy śniadaniu przez pana Makuszyńskiego, iż „jeśli nie góral, to jedynie pan Zborowski będzie w stanie pomóc w tej enigmie”. Tymże śladem idąc udało się Badaczom odwiedzić Muzeum Tatrzańskie, jednak poszukiwanego nie udało się zastać. Obowiązki redaktora „Gazety Podhalańskiej” rzuciły go w miasto, zwłaszcza po nocnych zajściach na Krupówkach – a temat był iście gorący. Mimo tego, w muzeum udało się uciąć krótką, acz owocną pogawędkę z góralskim cieślą rewitalizującym muzealne meble, panem Romanem Talagą – o legendach, o symbolach, i o złych ludziach. Finisz konwersacji nieco rozeźlił górala, który zniesmaczony naubliżał ceprom i oddalił się zagniewany do swej roboty. Rozmowa ta jednak zrodziła pewne podejrzenia i zakończyła się krótkim pościgiem o zaskakującym i zatrważającym rezultacie.

Zmarznięci i zrezygnowani Badacze postanowili wracając przez miasteczko spróbować ostatnią szansą zajrzeć do redakcji „Gazety Podhalańskiej” i ku ich zaskoczeniu opłaciło się. Pan Zborowski był na miejscu, ugościł krzepiącą i ogrzewczą w działaniu jałowcówką, podzielił się także swą wiedzą o Tatrach oraz o historii okolicy. Zaś co do pana Wójcika i ojcowskiego raptularza. Cóż, trzeba się liczyć z tym, iż dążenie do prawdy często kryje w sobie to niebezpieczeństwo, które spada na nas znienacka, niczym sopel z oblodzonej rynny przy odwilży. Przytłacza nas ona swym ogromem, tłamsi i bruka grzechami ojców.

Śledztwo rozpoczęte, zaś czujne oczy patrzą i obserwują bacznie poczynania naszych bohaterów. A jakie intencje i cele się za tym kryją …? Czas pokaże.

Te bułecki łod Podkowiaków, naprawdę potrafią pokrzepić…

Drugi seans za nami, pojawiło się kilka nowych poszlak. Jednak nie tyle, by wskazać Badaczom konkretne ścieżki, którymi by mogli podążać. Całun tajemniczości oraz drobne przemycenia wraz z elementami góralskiego folkloru ładnie nam zrobiły klimat na sesji. Owce, symbole, delikatnie tłoczona paranoja i fakty z życia postaci, które czasami nawet potrafią bardziej pognębić niż zakusy rodem z Mitów Cthulhu.

Strażnicy Tajemnic dwie małe uwagi:

  1. Przy Badaczu A – uważajcie na opcję Ojciec Leon X [1938 – 14lat wstecz=1924] i I.27 Roman Hula;
  2. Grobowiec Chrobrego znajduje się w Złotej Kaplicy albo Kaplicy Królów Polskich w Archikatedrze Poznańskiej [poprawna informacja I.45, str. 64], a nie na Wawelu [ONR, Narodowcy, str. 33].

P.S. TU POMOCE DO SCENARIUSZA

Dodaj komentarz